Warto wiedzieć

3 miesiące temu  10.11.2025, ~ Administrator - ,   Czas czytania 5

Czego możemy się nauczyć od Szwajcarów, gdy brakuje kadr?

Ile waży opona? To trzeba sprawdzić osobiście. Takie doświadczenia są lepsze niż informacja od sztucznej inteligencji

Szwajcaria bardzo często przywoływana jest jako wzór gospodarności i dobrobytu. Jednak mało kto wie, że za tymi cechami stoją szacunek do ciężkiej pracy i edukacja. Czego możemy się nauczyć od Szwajcarów w kwestii braków kadrowych w warsztacie? Od lat przykład w tym temacie płynie z firmy Thomann.

Thomann ze Schmerikon w kantonie St. Gallen istnieje od 1995 roku. To dealer oraz punkt serwisowy kilku marek pojazdów użytkowych i autobusów. Firma chwali się, że oferuje swoim pracownikom ponad 40 modeli godzin pracy, aby zapewnić równowagę między pracą a życiem rodzinnym, i wielokrotnie zdobywała nagrody za wysoką jakość szkoleń zawodowych. Kolejną cechą godną naśladowania jest inwestycja w przyszłe kadry za pomocą zajęć dla dzieci szkolnych na terenie serwisu.

Zamiast lekcji i w czasie ferii
Firma Thomann od lat organizuje „dni dla dzieci” oraz „półkolonie” w czasie ferii, zapraszając uczniów klas 1-6 do warsztatu. Jak wygląda ciężarówka od spodu? Ile części potrzeba, aby autobus działał niezawodnie? I na czym tak naprawdę polega praca mechatronika samochodowego pojazdów użytkowych? Te kwestie wyjaśniane są już tak małym dzieciom, i to obojga płci.

Zajęcia są przemyślane i odbywają się pod okiem fachowców z firmy Thomann. Dzieci są odpowiednio ubrane, przeszkolone pod względem bezpieczeństwa, biorą nawet udział w naprawach – jako pomocnicy! Jak podkreślają sami pracownicy placówki, najmłodsi często nie mają możliwości dotknąć, zobaczyć dużego pojazdu w życiu codziennym, a w czasie takich zajęć atrakcją jest bezpośredni kontakt z ciężarówkami, w tym majsterkowanie, testowanie czy naprawa. Duże wrażenie robi zawsze magazyn części zamiennych – tysiące części posegregowanych, przechowywanych i gotowych do użycia. Szczególną atrakcją jest jazda ciężarówką. Takich przeżyć nie zapewni żaden park rozrywki czy studio doświadczania świata.

Jak to organizują?
Firma Thomann współpracuje z lokalnymi szkołami i organizacjami zajmującymi się nietypowymi atrakcjami dla dzieci. Wszystkie te podmioty zdają sobie sprawę, że dla dziecka atrakcyjne są nie tylko parki rozrywki czy aquaparki, ale także wiele innych miejsc. Bawiąc, uczą przyszłe kadry specjalistów, gdyż pozwalają odkryć pasje, zaspokoić naturalną dziecięcą ciekawość świata.

Forma takich zajęć jest różna. Krótsze wycieczki trwają około 4 godzin i połączone są z posiłkiem na miejscu. Każdemu dziecku zapewniane są podstawowe elementy BHP w postaci czapeczek czy kamizelek odblaskowych. Od samego początku wizyty uczniów traktuje się poważnie: są witani przez przygotowane osoby, odbywa się odprawa, przydzielani są do małych grup z opiekunem i pracownikiem serwisu. Zajęcia polegają na tym, aby zobaczyć i doświadczyć, jak wykonywane są dane procesy naprawcze, jakiej siły i wiedzy one wymagają oraz jakimi narzędziami trzeba się posłużyć. Oczywiście można się przy tym pobrudzić, ale to też bywa niezłą frajdą.

Zajęcia nie mają formy monotonnych wykładów – ich głównym celem jest oderwanie dzieci od smartfonów i pokazanie, że istnieje równie fascynujący świat prac manualnych, dających satysfakcjonujące efekty. Trudno o większą radość niż ta chwila, gdy dziecko – po krótkiej instrukcji – przykręca śrubkę, naprawia ciężarówkę i z dumą obserwuje udany rozruch pojazdu.

Kolejną sprawą jest dobrowolność. Do serwisu zapraszane są dzieci zainteresowane tematem – to nie ogólnoklasowe wycieczki, w ten sposób następuje naturalna selekcja. Dla pobudzenia zainteresowania organizowane są także konkursy z nagrodami, np. układanie normaliów na czas, poszukiwanie ukrytej maskotki. Jednak przez ok. 80% czasu zabawa polega na pracy.

Dzień zajęć kończy wspólne zdjęcie, prezenty od firmy Thomann, a nawet certyfikaty uczestnictwa. Na stronie internetowej oraz w mediach firmowych pojawia się natomiast relacja z wydarzenia – aby rodzice wiedzieli, jakie przygody przeżyły dzieciaki w warsztacie. Na stronie internetowej firmy zamieszczane są również podziękowania, oczywiście dla dzieci. Oto ich przykłady: „Dziękujemy za wizytę – a kto wie: może wkrótce zobaczymy niektórych z Was ponownie – jako przyszłych profesjonalistów w branży pojazdów użytkowych! Być może niektórzy z Was znaleźli nową wymarzoną karierę!”, „Dziękujemy uczestnikom za wizytę – byliście fantastyczni!”.

Czego można się z tego nauczyć?
Każdy, kto w dzieciństwie pomagał ojcu, wujkowi czy dziadkowi przy naprawach, pamięta, jak fascynujące było to doświadczenie. Traktowanie chłopca czy dziewczynki jako pomocnika, partnera i autentyczną pomoc pozostawia niezatarte wspomnienia – i właśnie o to Szwajcarom chodzi. Dla dzieci to okazja do odkrycia nieznanego im świata, uczestnictwa w czymś wyjątkowym i satysfakcjonującym. Jeśli takie doświadczenia potrafiły wpłynąć na wybór naszej ścieżki zawodowej, warto do nich wracać i świadomie je kształtować. Bo to często skuteczniejsze niż klasy patronackie, do których część uczniów trafia przypadkiem, a wielu i tak wybiera później inny kierunek kariery.

Jak pokazują Szwajcarzy, takie zajęcia trzeba rozpoczynać już w najmłodszych klasach. To proces długofalowy, który może zaprowadzić dziecko aż do roli przyszłego mechanika, ale jest na tyle prosty organizacyjnie, że naprawdę warto go rozważyć. Mowa o 4 godzinach na 2-3 stanowiskach w miesiącu – na to zawsze znajdzie się czas, jak również środki na gadżety, nagrody i coś do zjedzenia. Media społecznościowe ma każdy, a pracownicy serwisu z chęcią spędzą te kilka godzin w inny sposób. A jaka to świetna reklama, gdy każdy uczestnik pochwali się w sieci i całej rodzinie – warto o tym pomyśleć.

W Polsce problem może polegać na tym, że staliśmy się „bardziej papiescy niż papież”. Wydaje się nam, że dzieciństwo powinno być zabawą, a świat będzie potrzebował wyłącznie specjalistów od pracy umysłowej. Chorobliwie lękamy się, że dziecko się pobrudzi albo coś mu się stanie, a do tego kuratoria – oderwane od realiów – potrafią nadać tym lękom moc prawną.

Tymczasem bogaci, wykształceni i dumni Szwajcarzy nie mają z tym problemu. Wywodzące się z tego kraju wielkie marki zaczynały jako małe warsztaty, w których trenowała młodzież – czy były to fabryki zegarków, scyzoryków, butów turystycznych, serów, czekolady, czy broni palnej itp. Wielu dorosłych pracowników tych firm to osoby „z sąsiedztwa”, które jako dzieci uczestniczyły w takich zajęciach, później odbywały praktyki i w końcu zostały zatrudnione. To naturalny proces w wielu małych miejscowościach, gdzie kadrę tworzą ludzie znający się od lat, wychowani w tej samej społeczności. Czy nie można tego po prostu przeszczepić na nasz grunt, zwłaszcza dziś, gdy w warsztatach brakuje rąk do pracy?

Grzegorz Teperek
fot. Thomann

GALERIA ZDJĘĆ

BHP i higiena to podstawa zajęć w firmie Thomann
Szwajcarzy nie boją się, że ich dzieci się pobrudzą – wrażenia i szczęście na twarzach są od tego cenniejsze
Poczuć się jak ekspert – to jeden z celów zajęć praktycznych w firmie Thomann
To nie obraz wygenerowany przez AI. Ta dziewczynka naprawdę pomagała przykręcać koło do ciężarówki
Mała grupa i kilku opiekunów wystarczy, aby rozbudzić pasję do zawodu
Zanim ten chłopiec przyjdzie tu na praktykę, będzie już znał miejsce i ludzi. W wielu przypadkach będzie to też miejsce jego docelowej pracy
Proste zadania manualne umacniają poczucie własnej wartości. To także jest niezbędne w budowaniu silnego psychicznie społeczeństwa

Komentarze (0)

dodaj komentarz
    Nie ma jeszcze komentarzy...
do góry strony