Zmiany społeczno-gospodarcze w Polsce coraz bardziej dotykają warsztatów. Do rosnących kosztów zatrudnienia – przy jednoczesnym niedoborze wykwalifikowanych pracowników – dochodzą kolejne wyzwania, takie jak pogarszający się stan zdrowia i rosnący wiek personelu. Nawet młodszym pracownikom coraz częściej brakuje kondycji i sił do wykonywania ciężkiej pracy fizycznej. Jedno z możliwych rozwiązań tego problemu stanowią egzoszkielety, które są już z powodzeniem wykorzystywane w przemyśle motoryzacyjnym.
Egzoszkielety poprawiają jakość pracy – z ich pomocą popełnia się mniej błędów.
Egzoszkielet to sztuczny układ kostny zintegrowany z człowiekiem. To on przejmuje największy ciężar, jaki klasycznie spada na organizm w trakcie podnoszenia czy podtrzymywania przedmiotów. Jak to bywa w wielu przypadkach, egzoszkielety powstały najpierw dla wojska, aby odciążyć żołnierzy obwieszonych ekwipunkiem bojowym. Zalety tego typu rozwiązania szybko dostrzegł przemysł, a konkretnie – japońskie i amerykańskie koncerny samochodowe: Honda i Ford.
Egzoszkielety na liniach produkcyjnych
Montaż samochodów na linii produkcyjnej w dużej mierze odbywa się za sprawą robotów. Jednak poza spawaniem i lakierowaniem, które łatwo zrobotyzować, nadal istnieje szereg procesów wymagających udziału człowieka. Roboty się nie męczą, a jakość ich pracy jest powtarzalna. Człowiek z kolei choruje, starzeje się i ma gorsze dni. Kontuzje odniesione w pracy kosztują nie tylko pracownika, ale i jego fabrykę, a młodsze pokolenia znajdują zajęcia o wiele lżejsze niż praca „na taśmie”. Dlatego już od lat 90. Honda rozwijała technologie szkieletów mechanicznych ułatwiających wykonywanie powtarzalnych, ale niewygodnych i ciężkich prac w fabrykach samochodów. Egzoszkielety sprawdziły się znakomicie, a nowe technologie i materiały uczyniły je jeszcze wydajniejszymi, wygodnymi oraz jeszcze lżejszymi niż nawet 10 lat temu. Czy nadają się one do warsztatów?
5 zalet zastosowania w warsztacie
Badania wskazują, że egzoszkielety zapewniają pracę z narzędziami warsztatowymi lżejszą o nawet 60%. Bez względu na to, czy to rozwiązania kompleksowe, czy też częściowe (np. chroniące tylko ramiona czy lędźwie), gra warta jest świeczki. Dlaczego?
- Po pierwsze – egzoszkielety chronią przed kontuzjami. Z wiekiem coraz trudniej zabezpieczyć się przed przeciążeniem, coraz dłużej trwa rekonwalescencja – a to kosztuje chorego, jego firmę, system opieki zdrowotnej, a także klientów warsztatów, którzy przez czyjeś chorobowe mogą odwrócić się do warsztatu i pójść do konkurencji.
- Po drugie – egzoszkielety wydłużają czas efektywnej pracy. Prowadzenie serwisu to nie tylko naprawy. Po godzinach intensywnej pracy fizycznej trzeba zająć się fakturami, opłatami, zamówieniami i sprzątaniem. Może na to zabraknąć sił. Jednak gdy zaoszczędzimy je w czasie najcięższej pracy, to o wiele łatwiej podołać wszystkim innym obowiązkom. To doskonałe rozwiązanie dla firm jednoosobowych, w których szef jest „sterem, żeglarzem, okrętem”.
- Po trzecie – egzoszkielety są tańsze niż pracownik. Nawet jeśli kosztują kilkadziesiąt tysięcy złotych lub więcej, to i tak globalnie są tańsze niż człowiek. Można je wynająć, wrzucić w koszty, nie trzeba ich szkolić czy znosić ich humorów. Nie pójdą też do konkurencji.
- Po czwarte – stale są udoskonalane, podczas gdy pracownik fizyczny może się nie rozwijać. Łatwo wymienić egzoszkielety na nowy model lub zmodernizować. Nie zajmują sporo miejsca, łatwo je zastosować, przez co chętnie się z nich korzysta.
- Po piąte – dają szansę na pozyskanie zdolnego pracownika o słabym zdrowiu fizycznym. Tak to czasami bywa, że talenty mają wątłe ciała. To ogromna szansa dla takich osób oraz dla warsztatów.
Lekkie narzędzia plus egzoszkielet zapewniają większą wydajność pracy, a są tańsze niż kolejny pracownik.
Czego wymaga praca w egzoszkielecie?
Posługiwanie się egzoszkieletami wymaga pewnej reformy w myśleniu. Po pierwsze, konieczna jest wyższa kultura pracy. Część z nich potrzebuje więcej czasu na instalację na ciele niż inne. To może frustrować, gdy praca z ich udziałem jest krótka. Aby się nie zniechęcić, warto przejść szkolenia z eksploatacji – zwłaszcza to mentalne. Trzeba się nauczyć, że czas założenia szkieletu jest i tak krótszy i przyjemniejszy niż czas rekonwalescencji po kontuzji. Tylko takie myślenie pozwoli wyrobić sobie nawyk korzystania z tego typu urządzeń.
Po drugie, trzeba pamiętać, że egzoszkielet nie uchroni przed przeciążeniem ponad jego wytrzymałość i nie myśli za nas – ma wspomagać, a nie wyręczać. Po trzecie, praca z egzoszkieletem może wymagać zmiany organizacji pracy. Być może trzeba skoncentrować ciężkie prace, aby ograniczyć „przebieranie się”. Po czwarte, koniecznie trzeba pamiętać o konserwacji tego sprzętu i reagowaniu na uszkodzenia. Pomocą są oczywiście dostawcy egzoszkieletów.
Jaki egzoszkielet?
Jaki produkt wybrać? Warto poznać ofertę wielu firm. To dynamicznie rozwijający się sektor, więc nowości pojawiają się co chwilę. Renomowani dostawcy oferują analizę miejsca pracy, konfigurują sprzęt, zapewniają serwis oraz różnego rodzaju certyfikaty jakości. Na początek warto wypożyczyć egzoszkielet na próbę. Na rynku dostępne są cząstkowe egzoszkielety oraz przeznaczone do konkretnych prac. Odpowiednio zadbane będą pracowały przez długie lata. A dzięki nim praca może ponownie sprawiać przyjemność, zachowamy zdrowie na dłużej i nie uciekną nam pieniądze w czasie chorobowego – bo go po prostu nie będzie. I jeszcze jedno, po pracy i w weekendy, zamiast odpoczywać po wysiłku, można cieszyć się życiem.
Grzegorz Teperek
Fot. Honda, Ford






Komentarze (0)