
Stałem wtedy w wodzie po kolana, z kijem muchowym w ręku i ciszą, której nic nie przebije. Rzeka niosła kamienie, światło odbijało się od wirów, a ja myślałem o... lakierni. Zabawne, co? Miejsce, w którym zwykle próbuję wyczyścić głowę, nagle staje się areną refleksji o pracy.
Jednak to nie była taka sobie zwykła myśl. To był jeden z tych momentów, co łapią człowieka za gardło i nie puszczają. Bo im dłużej wpatrywałem się w nurt, tym częściej nachodziło mnie pytanie: czy to, co robię na co dzień, nie szkodzi dokładnie temu, w czym szukam ukojenia?
Nie jestem świętym Franciszkiem. Nie żyję na prąd z dynama i nie jem sałaty z parapetu. Mimo to coraz częściej czuję, że coś musi się zmienić.
Związek z rozcieńczalnikiem
Zanim zostałem właścicielem lakierni, przez ponad 15 lat pracowałem jako lakiernik. Poznałem każdy trik, każdy zapach, każdy odcień. A zwłaszcza zapach – kto zna charakterystyczną woń świeżo rozrobionego lakieru, ten wie, o czym mówię. To nie był zapach sukcesu, raczej kompromisu.
Przez lata wydawało mi się, że klasyczna technologia nie ma sobie równych. Szybko, mocno, pewnie. Rozcieńczalnik? Proszę bardzo. Grubość powłoki? Na oko. Emisja czegokolwiek? Kogo to wtedy obchodziło. Tak pracowali moi koledzy, tak mnie uczono, tak działał rynek.
Aż przyszła pierwsza rozmowa z klientem, który chciał wiedzieć nie tylko, ile kosztuje lakierowanie zderzaka, ale też czym będzie lakierowane.
– Używa pan ekologicznych rozwiązań? – zapytał z powagą.
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Bo wtedy jeszcze nie używałem. Ale coś mnie ruszyło.
Pierwszy kontakt z zielenią
Parę dni później zadzwonił mój przedstawiciel z nowinką: SPECTRAL BE GREEN – nowa linia wodorozcieńczalnych produktów lakierniczych. Podkład, baza, lakier – całość skomponowana tak, żeby ograniczyć emisję lotnych związków organicznych (LZO) niemal do minimum.
Początkowo byłem sceptyczny. Bo choć czasem łowię ryby i podziwiam las, to w pracy stawiam na wydajność. A tu: podkład, który schnie wolniej. Lakier, który jest mlecznobiały przed wyschnięciem. I technologia, która wymaga zmiany przyzwyczajeń.
Mimo to zdecydowałem się spróbować.
Zaskoczenia i rozterki
SPECTRAL UNDER AQUA PRIME to był pierwszy krok. Wodorozcieńczalny podkład z emisją LZO na poziomie zaledwie 120-135 g/l, podczas gdy unijna norma dopuszcza aż 540 g/l. Tradycyjne podkłady sięgają nawet 450-600 g/l. W praktyce 75% mniej emisji. Imponujące. Nie tylko dane mnie przekonały. To co naprawdę zaskoczyło, to jego właściwości izolacyjne.
W moim warsztacie nie brakuje starych samochodów, których historia lakiernicza jest równie mętna co wyciąg z KRS niektórych firm. Stare powłoki, nieznane mieszanki, naprawy zrobione „po sąsiedzku”. W takich przypadkach tradycyjny podkład potrafił czasem „podnieść” warstwy, dać efekt mapy albo – co gorsza – spękanie. A AQUA PRIME? Czysto, równo, bez zaskoczeń. Zero podnoszenia, 100% bezpieczeństwa.
Owszem, suszenie trwa dłużej. Ale jako ktoś, kto pamięta czasy lakierów „bez lampy i modlitwy ani rusz”, wiem, że cierpliwość często równa się jakość.
Lakier, który zmienia kolor i... myślenie
Potem przyszedł czas na SPECTRAL KLAR AQUA SHINE. Ten lakier przed odparowaniem wygląda jak mleko z plastikiem. Przyznam, na początku serce mi stanęło. Ale po wyschnięciu – tafla. Wysoki połysk, głębia, odporność na UV i zarysowania. A przy tym realna emisja LZO to 175 g/l, podczas gdy typowy lakier VHS to 410-420, a MS nawet 600. Różnica robi wrażenie, i to nie tylko w tabelce.
Najważniejsze? Klienci to widzą. Nie tylko na fakturze. Na aucie, w rozmowie, w zaufaniu.
Kolega zza rogu
Zdzichu, mój sąsiad i lokalny konkurent, ma inne podejście. Dla niego „zielone” to co najwyżej światło drogowe. Stare lakiery, stare metody, zero nowinek. „Woda to dla kaczek” – mawia. I może miałby rację, gdyby nie to, że ostatnio zaczął do mnie zaglądać. Najpierw z pytaniem, potem z kartką, a ostatnio – z kubkiem do testów.
Bo rynek się zmienia. Klienci pytają. Normy rosną. Nawet Zdzichu musi to poczuć.
Spokojne sumienie, czyste powietrze
Wciąż nie jestem fanatykiem. Nadal często używam tradycyjnych technologii, Ale wiem jedno: każda naprawa na SPECTRAL BE GREEN to 1350 g LZO mniej. Pięć takich dziennie to 1600 kg rocznie. Tyle co spalenie 7000 l benzyny albo przejechanie 100 000 km. Jeśli ktoś mi powie, że to nie robi różnicy, zaproszę go nad rzekę, w której łowię. I zapytam, czy chciałby ją zatruwać.
Zmiana nie musi być rewolucją. Nie musisz zmieniać wszystkiego naraz. Ale możesz zacząć. Tak jak ja. Nie dla klienta z lawendą, nie dla Zdzicha – tylko dla siebie.
Bo kiedy znów stoję w tej rzece i widzę liść unoszący się na wodzie, to wiem, że choć odrobinę dokładam się do tego, żeby ten świat był mniej toksyczny. A w mojej branży to wcale nie jest mało.
Grzegorz K.
właściciel lakierni, klient firmy NOVOL
Komentarze (0)