Dziś to jeden z głównych problemów branży warsztatowej. Brak ludzi do pracy. Właściciele warsztatów alarmują, że nie ma chętnych do pracy w serwisach, a jednocześnie młodzi mechanicy znikają szybciej, nim zdążą nauczyć się podstaw. W branżowych dyskusjach na ten temat pojawia się jednak też trochę niewygodna prawda: problemem nie zawsze są „roszczeniowi młodzi”, tylko sposób, w jaki warsztaty próbują ich wdrażać do zawodu.
Na forach branżowych temat młodych mechaników wraca regularnie. Właściciele warsztatów narzekają, że „młodzi nie chcą pracować”, a młodzi mechanicy piszą wprost, dlaczego po kilku miesiącach zmieniają branżę lub warsztat.
Jedna z najczęściej opisywanych historii dotyczy rzucania na głęboką wodę. Absolwent szkoły branżowej trafia do warsztatu i już pierwszego dnia dostaje trudne zlecenia bez wsparcia. Gdy popełnia błędy, słyszy pretensje. Na jednym z forów młody mechanik opisał, że po trzech tygodniach pracy usłyszał od szefa tylko jedno zdanie: „musisz ogarniać szybciej”. Po dwóch miesiącach złożył wypowiedzenie.
Inny często powtarzający się problem to brak mentora. Właściciel warsztatu przyznał na forum, że liczył, iż starsi pracownicy „sami nauczą” nowego kolegę. W praktyce nikt nie czuł się za to odpowiedzialny. Młody mechanik wykonywał najprostsze prace, nie rozumiejąc, dlaczego coś robi. Po kilku miesiącach uznał, że stoi w miejscu.
Na szczególną uwagę zasługuje techniczny case opisany przez właściciela warsztatu specjalizującego się w diagnostyce. Do zespołu dołączył 20-letni mechanik po szkole, ambitny, ale bez doświadczenia w nowoczesnych systemach. Już w drugim tygodniu dostał zadanie pomocy przy diagnozie błędu w silniku 2.0 TDI z grupy VAG, który losowo przechodził w tryb awaryjny. Starszy diagnosta krok po kroku tłumaczył mu proces: odczyt danych bieżących, analiza korekt, sprawdzenie wiązki, aż po test drogowy z podpiętym testerem. Młody mechanik nie tylko obserwował, ale musiał sam wyciągać wnioski. Po kilku tygodniach dostał podobne auto do samodzielnej diagnostyki – oczywiście pod nadzorem. Jak pisał autor wątku, właśnie w tym momencie „chłopak złapał bakcyla”, bo zobaczył sens i logikę pracy, a nie tylko wymianę części.
Mechanicy, którym udało się zatrzymać młodych pracowników, opisują bardzo podobne podejście. Wyznaczony opiekun, stopniowe zwiększanie odpowiedzialności i realna nauka diagnostyki sprawiają, że młody mechanik zaczyna się identyfikować z warsztatem. Co istotne, na forach wielokrotnie podkreślano, że pieniądze rzadko są głównym powodem odejścia. Brak wsparcia, chaos organizacyjny i poczucie bycia „tanim pomocnikiem” skutecznie zniechęcają nawet najbardziej zmotywowanych.
Wniosek z tych historii jest prosty i dla wielu niewygodny: młody mechanik rzadko odchodzi dlatego, że nie chce pracować. Najczęściej odchodzi dlatego, że nikt nie pokazuje mu, jak ma się rozwijać, czego się od niego oczekuje i po co właściwie jest w warsztacie.



Komentarze (0)