O branży klimatyzacji mówi się teraz wiele – o nowym czynniku, stacjach klimatyzacji, które muszą być do niego przystosowane czy w końcu o nowym projekcie Ministerstwa Środowiska, który skończy się obowiązkowymi certyfikatami.
Z mgr. inż. Michałem Kotarakiem, członkiem grupy roboczej EGEA ds. nowych układów klimatyzacji samochodowych, rozmawia red. Mirosław Giecewicz.
- Jak Pan się zapatruje na pomysł MŚ? Czy nie jest to tylko kolejny podatek służący załataniu dziury budżetowej?
Projekt Ministerstwa Środowiska nie jest niczym nowym, bowiem prace nad nim trwają już od kilku lat, a takie prawo obowiązuje już w wielu krajach Unii Europejskiej. Podyktowane jest to zapisami Rozporządzenia nr 842/2006 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 17 maja 2006 roku w sprawie niektórych fluorowanych gazów cieplarnianych. Unia wymaga w nim, żeby od 4 lipca 2008 roku kraje członkowskie przeprowadzały takie szkolenia kończące się zdobyciem certyfikatu. Rząd polski jest zobligowany do tego, żeby zapisy prawa europejskiego zaimplementować do prawa krajowego – jest to obowiązek każdego z krajów członkowskich. Zapisy tego rozporządzenia zostały częściowo przyjęte do prawa polskiego już kilka lat temu. Każdy, kto zajmuje się klimatyzacją przemysłową, gdzie pojemności układów przekraczają swoją pojemnością 3 kg, musi taki certyfikat posiadać. Obecny projekt jest zatem próbą zaimplementowania postanowień Rozporządzenia 842/06 w całości do naszego prawa krajowego.
Jeśli chodzi o wysokości proponowanych opłat i kar, to już osobny temat. Niestety, jak zwykle na samym końcu jest szary obywatel, który te koszty będzie musiał ponieść, a nie są one niskie. Sam zamysł przeprowadzania szkoleń dla osób posługujących się fluorowanymi gazami cieplarnianymi jest słuszny. Nie wiadomo jeszcze, jak dokładnie będą one wyglądały w Polsce, ale uczestniczyłem w tego typu szkoleniach za granicą i zawsze były one połączone z merytorycznym szkoleniem z serwisowania i naprawiania układów klimatyzacji. Jeśli u nas będzie podobnie, to finalnie my, jako klienci, skorzystamy na tym, bo taki certyfikat będzie gwarantował, że oddajemy swój samochód do fachowca, który przeszedł szkolenie zakończone egzaminem i wie, jak należy serwisować układy klimatyzacji.
- Pociągnijmy temat nowego czynnika. Wiele warsztatów nie ma na swoim wyposażeniu stacji obsługującej R1234yf. Czy jest to na dziś konieczność, czy można z zakupem takiego urządzenia jeszcze poczekać?
To jest trudne pytanie, bo sytuacja związana z nowym czynnikiem zmienia się bardzo dynamicznie od samego początku. Jak wiadomo, w każdym homologowanym pojeździe od 1 stycznia 2011 r. powinna być klimatyzacja na nowy czynnik. Kiedy producenci samochodów zaczęli stosować R1234yf, okazało się, że jego producenci nie są w stanie zaspokoić światowego zapotrzebowania (m.in. przez tsunami w Japonii, które zniszczyło część fabryki nowego czynnika). W związku z tą sytuacją Komisja Europejska w kwietniu 2012 roku opublikowała oświadczenie, w którym zezwoliła na napełnianie układów z nowym typem homologacji starym czynnikiem do końca 2012 roku „jeśli jest taka techniczna możliwość”. Oczywiście większość producentów skorzystała z tego i obecnie spotykamy się z sytuacją, gdzie w jednym salonie stoją dwa takie same samochody wyprodukowane w tym samym roku, a układy klimatyzacji pracują na różnych czynnikach.
Od 1 stycznia 2013 roku stosowanie R1234yf jest obowiązkowe. W międzyczasie pojawiły się również informacje opublikowane przez Daimlera, który przeprowadził testy zderzeniowe i uznał, że czynnik jest niebezpieczny i że nie będzie go stosował w swoich samochodach. Próba przeforsowania propozycji odstąpienia od stosowania nowego czynnika nie powiodła się. Pozostali producenci pojazdów w kooperacji ze Stowarzyszeniem Amerykańskich Inżynierów Motoryzacji (SAE) powtórnie przeprowadzili dogłębne badania i uznali, że R1234yf można całkowicie bezpiecznie stosować w układach klimatyzacji w pojazdach. Obecnie jest już ok. 20 modeli samochodów z nowym czynnikiem. Jak wiadomo, nowe samochody serwisowane są w serwisach autoryzowanych i tam jak najbardziej na wyposażeniu powinna się znaleźć maszyna do klimatyzacji na nowy czynnik. W związku z faktem stosowania różnych czynników w tych samych modelach koniecznie powinno to być urządzenie z analizatorem czynnika. Jeśli chodzi o warsztaty niezależne, można z tą decyzją jeszcze chwilę poczekać, ale trzeba mieć rękę na pulsie, bo wkrótce klienci z nowym czynnikiem zajrzą również do tych serwisów i warto być na to przygotowanym. W przypadku warsztatów, które posiadają już maszynę na czynnik R134a, zalecałbym stację, którą można w późniejszym czasie dostosować do pracy z R1234yf.
- Czy nie obawia się Pan sytuacji, że w wielu warsztatach – jak już powszechnie będzie stosowany czynnik R1234yf – może dojść do wielu zagrożeń na skutek przypadkowego wymieszania się nowego i starego czynnika? Co się może wtedy wydarzyć?



Komentarze (0)