Używany samochód w ogłoszeniu może wyglądać idealnie. Sprzedawca może przyjechać na umówione miejsce rozgrzanym pojazdem, a po ponownym uruchomieniu silnik nie będzie wydawał żadnych podejrzanych dźwięków i kupujący nie zauważy problemu. Tylko fachowiec w warsztacie ma szansę wykryć, czy nowy nabywca nie straci tysiące złotych!
Oferta samochodów używanych na portalach ogłoszeniowych jest szeroka, a kupujący mają dostęp do wielu informacji, które jeszcze kilka lat temu były niedostępne. Mogą sprawdzić historię pojazdu, wyszukać w internecie typowe usterki konkretnego modelu, sprawdzić przebieg czy odbyć jazdę próbną. Jednak nawet to nie gwarantuje, że samochód nie ma poważnych usterek technicznych ani prawnych. Zakup pojazdu z usterką może się zemścić, a kierowca często straci tysiące złotych.
- Nie da się ocenić samochodu na podstawie zdjęć, nawet podczas kilkuminutowej jazdy próbnej. Przeciętny kupujący często nie wie, na jakie objawy zwrócić uwagę, jaką diagnostykę zastosować ani które części pojazdu wymagają kontroli fizycznej. Problemem są głównie usterki, które ujawniają się tylko w określonych warunkach lub dopiero po dłuższym użytkowaniu - potwierdza Karolína Topolová, dyrektor generalna AURES Holdings, operatora międzynarodowej sieci autocentrów AAA AUTO.
Pojazdy po zalaniu i powodzi należą do najbardziej ryzykownych. Na pierwszy rzut oka mogą wyglądać na dobrze zachowane, a po profesjonalnym czyszczeniu ich przeszłość może być trudna do rozpoznania. Woda może jednak uszkodzić jednostki sterujące, systemy bezpieczeństwa i inną elektronikę. Eksperci AAA AUTO niedawno natknęli się na atrakcyjny samochód Škoda Kodiaq podczas zakupu. Z zewnątrz wyglądał dobrze, ale w środku czuć było stęchliznę, a pod dywanikami znajdowały się resztki błota. Ponadto samochód nieprawidłowo reagował na pedał gazu, ponieważ jego jednostka sterująca nie działała prawidłowo. Skutki powodzi mogą się stopniowo pogarszać. Korozja rozwija się w ukrytych częściach, a awarie elektroniki mogą ujawnić się dopiero po miesiącach.
Obarczone dużym ryzykiem są pojazdy po poważnych wypadkach, w których sprzedawca nie podał rzeczywistego rozmiaru szkody. Za granicą towarzystwo ubezpieczeniowe może ocenić pojazd jako nienadający się do naprawy lub całkowicie go spisać na straty. Jednak po imporcie, naprawie i rejestracji może on widnieć w ogłoszeniu o sprzedaży jako bezwypadkowy. Specjaliści z centrów samochodowych natrafili ostatnio na kilka atrakcyjnych pojazdów sprowadzonych z USA, w tym na model Dodge RAM 5.7 Hemi. Zdjęcia po całkowitym wypadku znaleziono w amerykańskich bazach danych. Takie dane mogą być niedostępne w powszechnie używanych systemach weryfikacji historii pojazdów w Polsce.
Usterki skwapliwie ukryte
Nieprawidłowe emisje mogą zostać wykazane jedynie podczas przeglądu technicznego.
Ingerencje w układy emisyjne są niezwykle skomplikowane. Z reguły laik nie ma możliwości przeprowadzenia dokładnej kontroli technicznej ani weryfikacji ich prawidłowego działania bez specjalistycznej diagnostyki. W niektórych pojazdach układ AdBlue można odłączyć mechanicznie, a także programowo w jednostce sterującej. Samochód działa wtedy bez zgłaszania usterki. Komplikacje mogą ujawnić się dopiero podczas przeglądu technicznego, gdy zmierzone wartości nie odpowiadają wymaganiom. Jeśli sprzedawca przejdzie nowy przegląd tuż przed sprzedażą auta, kupujący może odkryć problem nawet dwa lata później. Udowodnienie pierwotnego stanu i dochodzenie roszczeń od osoby prywatnej jest wówczas niezwykle trudne.
- Nowy właściciel nie musi tym się zajmować w renomowanym salonie samochodowym. Nie musi zastanawiać się, gdzie zgłosić potencjalne wady ukryte, co jest jednym z największych problemów. W salonie samochodowym wiadomo, gdzie się zwrócić i mamy do dyspozycji dział reklamacji. Dodatkowo salon oferuje ubezpieczenie stanu technicznego, którego nie zapewni osoba prywatna, a które może zapewnić bezpieczeństwo w uzgodnionym okresie - dodaje Karolína Topolová z AURES Holdings.
Oględziny bez podnośnika
W przypadku sprzedaży między osobami prywatnymi, samochód jest sprawdzany na profesjonalnym podnośniku tylko wyjątkowo. Kupujący zazwyczaj sprawdzają progi, błotniki i inne widoczne części nadwozia, ale mogą nie wykryć korozji na podwoziu, ramach, elementach nośnych ani miejscach, które zostały nieprawidłowo naprawione w przeszłości. Kontrola dolnej części pojazdu może zatem również ujawnić uszkodzenia po wypadku lub wycieki płynów eksploatacyjnych.
Chociaż nie jest to całkowicie ukryta wada, kupujący często zapominają sprawdzić, czy felgi, opony i rozmiary kół w pojeździe są zgodne z parametrami technicznymi i odnotowane w dowodzie rejestracyjnym. Felgi mogą wyglądać atrakcyjnie, a jazda nie musi sygnalizować żadnych problemów, ale mogą one pojawić się już podczas badania technicznego. Komplikacje mogą również wystąpić podczas wakacji za granicą, gdzie policja sprawdza modyfikacje techniczne bezpośrednio w ruchu drogowym. To samo ryzyko stwarzają niehomologowane, hałaśliwe układy wydechowe lub inne nieautoryzowane modyfikacje pojazdu.



Komentarze (0)