Ford jest przykładem pokazującym, jak zdobywa się europejski rynek. Liczą się jakość, technologia i pochodzenie
Przyszłość
Wiele wskazuje, że rynek europejskich ciężarówek pozostanie w europejskich rękach. Za to produkty „made in UE” mogą sięgać poza kontynent, jak to robią dzisiaj. Scania i Volvo są już od lat w obu Amerykach, Australii czy Nowej Zelandii. DAF jest perłą w koronie amerykańskiego koncernu Paccar, który nie chce go nikomu oddać. Iveco związało się z Hyundaiem – kierunek jest już więc znany. MAN aktywnie działa w Europie i Ameryce Południowej poprzez związki z globalnym Volkswagenem. Mercedes działa sam na wszystkich rynkach. To oni rozdają karty w tej grze.
Nawet zawirowania w USA mogą przysporzyć korzyści temu sektorowi. Gdyby Kanada przybliżyła się ku UE, co jest rozważane, stracą tam pojazdy „made in USA”. Kanadyjczykom bliżej do europejskich wzorców, więc może inne europejskie marki się tam ulokują? Jest Volvo, jest Scania. Mercedes także ma duże szanse. Brazylia również kocha „nasze” ciężarówki, a groźby z Białego Domu mogą to jeszcze pogłębić, podobnie jak w Australii.
A chińskie firmy? One mają jeszcze dużo do odrobienia. Jednak cła i lęk o gospodarkę UE mogą je powstrzymać. W końcu pracownicy „wielkiej siódemki” to podatnicy i wyborcy europejskich polityków.
Grzegorz Teperek
Komentarze (0)