Warto wiedzieć

Warto wiedzieć

1 godzin temu  10.08.2026, ~ Piotr Łukaszewicz - ,   Czas czytania 3 minuty

Kradzieże kabli dotykają ok. 10 proc. stacji ładowania

W ciągu pięciu lat liczba ogólnodostępnych punktów szybkiego ładowania DC w Polsce wzrosła prawie dziewięciokrotnie – z 687 do 5980. Wraz z rozwojem infrastruktury rośnie jednak znaczenie jej ochrony: według szacunków Powerdot kradzieże kabli dotykają około 10 proc. stacji należących do różnych operatorów w Polsce. Cena nowego kabla CCS zaczyna się od około 15 tys. zł, podczas gdy sprawca może uzyskać za niego w skupie zaledwie kilkaset złotych. Operatorzy inwestują więc w dodatkowe osłony, wzmocnienia i systemy alarmowe, które w większości zabezpieczonych lokalizacji pozwoliły uniknąć kolejnych incydentów. Wymiar sprawiedliwości traktuje problem poważnie – sprawca kradzieży kabli ze stacji Powerdot został niedawno skazany na 8 miesięcy ograniczenia wolności i zwrot wartości skradzionego mienia. 

Problem kradzieży oraz sposoby zabezpieczania infrastruktury komentuje Grigoriy Grigoriev, General Manager Powerdot Polska, największego europejskiego operatora ładowarek pojazdów elektrycznych, dostawcy ponad połowy punktów szybkiego ładowania w Polsce.

Rozwój infrastruktury ładowania jest jednym z kluczowych warunków dalszej elektryfikacji transportu. W Polsce działa ponad 12,5 tys. ogólnodostępnych punktów ładowania, a na jeden punkt przypada średnio 7,4 samochodu elektrycznego. W przypadku szybkich punktów DC wskaźnik ten wynosił 18,3 pojazdu. W tym kontekście Polska wypada lepiej niż wiele rynków bardziej dojrzałych pod kątem rozwoju elektromobilności, jak np. Niemcy, Francja czy Norwegia. 

Jednak wraz z rozwojem sieci ładowania operatorzy muszą się mierzyć z kradzieżami kabli, które generują wielotysięczne straty i mogą czasowo ograniczać dostępność stacji. Według szacunków Powerdot problem ten dotyka około 10 proc. stacji należących do różnych operatorów w całej Polsce.

Kilkaset złotych ze sprzedaży, ponad 15 tys. zł kosztu

Kable stosowane na stacjach ładowania pojazdów elektrycznych zawierają miedź, jednak kwota, jaką sprawca może uzyskać z jej sprzedaży w skupie, wynosi co najwyżej kilkaset złotych. Cena nowego kabla CCS zaczyna się natomiast od około 15 tys. zł. Do tego dochodzą koszty pracy serwisu i montażu oraz straty wynikające z czasowego wyłączenia urządzenia. 

Potencjalna korzyść sprawcy jest więc niewspółmiernie niska w stosunku do spowodowanych szkód oraz potencjalnej odpowiedzialności karnej i finansowej. Niedawno Sąd Rejonowy w Głogowie skazał sprawcę kradzieży dwóch kabli ładujących ze stacji ładowania należącej do sieci Powerdot na karę ośmiu miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej pracy na cele społeczne, łącznie przez 240 godzin. Dodatkowo orzeczono obowiązek naprawienia szkody poprzez zwrot pełnej wartości skradzionego mienia na rzecz operatora.

Operatorzy wzmacniają zabezpieczenia

W przypadku sieci Powerdot liczba stacji pozostających obecnie poza użyciem w wyniku kradzieży nie przekracza pięciu, ponieważ przewody są wymieniane na bieżąco. Czas przywrócenia ładowarki do działania zależy przede wszystkim od dostępności odpowiedniego kabla. Po pierwszych tego typu incydentach zaczęliśmy utrzymywać ich zapas, co pozwala znacząco skrócić czas napraw. Oprócz tego stacje są wyposażone w dodatkowe osłony i wzmocnienia kabli oraz systemy alarmowe i monitoring. 

W zdecydowanej większości lokalizacji Powerdot, w których zastosowano dodatkowe zabezpieczenia, nie doszło do kolejnych kradzieży. Zdarzają się jednak pojedyncze ponowne próby, dlatego rozwiązania ochronne są stale udoskonalane. Powtarzające się zdarzenia w tych samych miejscach mogą wskazywać, że część działań ma charakter zorganizowany. Każdy przypadek kradzieży lub celowego uszkodzenia infrastruktury jest zgłaszany policji i właściwym władzom lokalnym. 

Komentarze (0)

dodaj komentarz
    Nie ma jeszcze komentarzy...
do góry strony